piątek, 21 maja 2010

Ola.
Ola II.
OlaIII.
***

Przyszedł taki czas, który nie pozwala mi się niczym martwić, który daje pewność bycia. Nie wiem jak określić to, co się dzieje, ale czuję to wewnętrzne szczęście. Z każdej strony jest dobrze, o nic się nie martwię, cieszę się każdym dniem, robię to, co do mnie należy, czuję się świetnie.
Wiele osiągnęłam przez ostatnie ponad osiem miesięcy, zyskałam wiele nowych znajomości, poprawiłam kontakty z najważniejszymi dla mnie osobami, znalazłam kogoś, kim cieszę się od prawie miesiąca, a przede wszystkim poprawiłam kontakty z osobą, która dała mi życie- z mamą. Nigdy nie myślałam, że mogę tak dogadywać się z osobą która do tej pory wydawała się na zbyt poważną do rozmów ze mną- jeszcze nastolatką, nigdy dotąd nie poznałam jej z tej strony, z tej zabawnej strony. Nie wiedziałam jeszcze wielu rzeczy o mojej mamie, odkąd dużo ze sobą rozmawiamy, wiem wszystko o jej życiu, o jej problemach, o jej przeszłości, o jej dzieciństwie. Nie tylko ona mówi mi o wielu sprawach, ja także rozmawiam z nią o większości moich zmartwień. Doznałam prawdziwego szczęścia, mogąc chodzić z nią po sklepach, wygłupiać się w przymierzalniach, śmiać się z jej żartów. Teraz wiem, że wystarczy CHCIEĆ.

czwartek, 20 maja 2010





Pogoda dzisiaj cudowna!
Nachodziłam się dziś, naśmiałam, zmęczyłam i przede wszystkim dobrze się bawiłam.
Kolejny dzień spędzony z Pauliną- dziękuję!
Jutro nareszcie piątek, tak się doczekać nie mogłam.
***
Dwudziesty pierwszy dzień razem, jestem szczęśliwa.
Kocham Cię!

środa, 19 maja 2010

+ Paulina :*
+ Paulina :*
Paulina!
Marcel.
Marcelovelove.

Jak u mnie?
Pogoda- mało zadowalająca.
Nastrój- bardzo dobry.
Humor- jest.
Wewnątrz- boli mnie wczorajsza rozmowa z rodzicami, tak bardzo boli.

sobota, 15 maja 2010



Patrząc z boku na to, co się u mnie dzieje, wydawałoby się, że nic szczególnego. Patrząc jednak, tak jak patrzę na to ja, dzieje się coś wielkiego. Czuję, że to przełom, że to trwała zmiana, że szczęście zamieszka tu na stałe. Gdyby zaszła taka potrzeba oddałabym wszystko, co kazano by mi oddać, bym była wiecznie tak szczęśliwa, jak jestem teraz i bym zawsze była wewnętrznie blisko z nim, z nią i jeszcze z nią. Nigdy dotąd nie mogłam dotknąć szczęścia, ani radości i wiem, że nigdy mi się to nie uda, ale wierzcie mi, że choć nienamacalne, to czuje się je bardziej niż cokolwiek.

W kilku, prostych słowach- wciąż kwitnę, jestem szczęśliwa, jest cudownie.

wtorek, 11 maja 2010

We własnej osobie.
Ja+ Paulina.
Paulina.

Paulina- w pełnym słońcu.
Violetovelove.
Smile'owo.
Paulina + ja.
Sobota, godzina dziewiętnasta czterdzieści pięć, wyruszyłam do moich jedynych życiowych szczęść.
Autobus przepełniony ogromem ludzkich istot, duszno, wietrznie, dziwnie.
W drodze wykonane kilka telefonów, napisane kilka wiadomości.
Godzina dwudziesta piętnaście, dotarcie do celu, uśmiech na twarzy, radość w oczach .
Widzę ich, idą, biegną, jestem szczęśliwa.
Pierwszy był On, później Ona i On i jeszcze On i On.
Zimno, a zarazem gorąco.
Sobotni wieczór- zaliczony do jak najbardziej udanych, niczego nie żałuje, nadal jestem szczęśliwa.
Dużo wiadomości od niego i do niego, dużo rozmów z nią, dużo śmiechu z nimi.
Niedziela była czymś cudownym, była jak pierwsze marcowe słońce, jak ich śmiech, jak jego miłość, jak jej rozśmieszające mnie do łez żarty.
Nie będę opisywała tego, co się działo tutaj, zostawię to raczej dla siebie, dla nich, dla serca.
Chciałabym im tylko cholernie podziękować za to, że są.
Chciałabym podziękować Paulinie, która mimo tego, jak potrafię być wredna, straszna i często dziwna , potrafi ze mną być, śmiać się, rozmawiać ze mną .

Tak dobrze nie było już dawno, dziękuję wszystkim, którzy swoją osobą się do tego przyczynili.
Wymieniać chyba nie muszę.

sobota, 8 maja 2010





Dzień, nie jak każdy inny. Plany, to brak planów.
Chodzimy, śmiejemy się, kocham się.
Na zdjęciach Nikita, z którą spędzam dzisiejszy dzień, świętujemy jakieś półtora roku naszej znajomości.

Cześć!

niedziela, 2 maja 2010

Zbyt wiele.

I'm, byłam duchem w tato'wej bluzie.
Kocham, kocham.
Chciałabym wam w kilkudziesięciu słowach opisać to co się dzieje u mnie, ze mną, z moimi uczuciami, ale to mnie momentami przerasta, a miejsca na to wszystko na pewno by tutaj nie starczyło. Brak czasu i ochota na tak wiele przekraczają granice. Moje życie od niedawna ma wiosenną pogodę, a dni promienieją moim szczęściem . Jest cudownie, jak nigdy. Czuję się lekko i świetnie, samopoczucie, dobre samopoczucie, to jest to, na co czekałam od kilku miesięcy . Nie potrafię w słowach opisać tego co czuję, chcę tylko w tym trwać, w tym bezkresie szczęścia. Nie chcę i nie mogę tego zaprzepaścić, co by się nie stało, dla mnie to będzie najważniejsze. Wcześniej, gdy brak humoru, smutek, deszcze łez zalewały powierzchnię całej mnie, nie myślałam, że można być tak szczęśliwym. Nie wiedziałam, że można tak za kimś tęsknić, tak się z kimś dogadywać, o tak wielu sprawach rozmawiać. Teraz czuję takie spełnienie, czuję, że ta ''nicość'' i wewnętrzna pustka, to przeszłość, przynajmniej na jakiś czas. One wszystkie, jest ich cztery, z każdą z nich bawię się świetnie, widujemy się codziennie, znamy się od siedmiu lat, wiemy o sobie wszystko, śmiejemy się, wygłupiamy, robimy wszystko, czego z nikim innym robić nie mogę. Dziękuję im za ostatnie osiem miesięcy, za każde spotkanie, za każdą rozmowę, za każdy śmiech, za szczerość, za to, że są. On? On też przyczynia się się do radości, jaką w sobie mam.
W czwartek czekałam na piątek, dziś czekam na środę, a w środę poczekam na piątek.
Każdy dzień z nimi przynosi coś nowego, przynosi radość i śmiech.
Kocham was, a wymieniać kogo chyba nie muszę.